Wielki Post a zabawa

W swojej pracy poruszę, wydaje mi się, nader aktualny temat, bo związany z Wielkim Postem oraz z nami-młodymi ludźmi. Każdy z nas zmęczony ciężkim tygodniem szkolnej harówki, często nieprzespanymi nocami i ciągłą niepewnością swojego losu szuka na swój sposób odpoczynku, rozluźnienia i zabawy, aby choć na chwilę zapomnieć o swej uczniowskiej doli. Niektórzy z nas z chęcią i zapałem co piątkowy lub/i sobotni wieczór kierują swoje kroki w stronę pubów, dyskotek czy też innych podobnych lokali. Niby wszystko w porządku, prawda? I tutaj mogę odpowiedzieć, że nie do końca. Mianowicie Kościół postanowił, jak głosi IV przykazanie, że należy: „Zachować nakazane posty i wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych, a w okresach pokuty powstrzymywać się od udziału w zabawach”. A właśnie Wielki Post, który przeżywamy, jest czasem pokuty i wewnętrznej formacji aby lepiej przygotować się do świąt Wielkanocnych. Ale i tak po mimo tego „drogowskazu” rzesze młodych, zgoła lżej czy też bardziej podchmielonych, obywateli tego wydawałoby się chrześcijańskiego państwa, jak w transie, rytmicznie podryguje w rytm skocznej muzyki. Uczestniczenie w takich właśnie masowych, dynamicznych imprezach-zapewne o to chodziło biskupom, tworzącym IV przykazanie kościelne.

I tutaj rodzi się kolejna wątpliwość, a mianowicie, co jest tą huczną zabawą z przykazania. Czy imieninowa herbatka u wujka Ryśka jest równomierna z imprezą w klubie na paręset osób? Wydaje mi się, że nie, bo przecież nasza religia ma odznaczać się radosną wiarą, nie możemy popadać w jakieś ascetyczne skrajności, przecież nie żyjemy w średniowieczu. A poza tym, każdy z nas ma wolną wolę oraz sumienie i wydaje mi się, że są one najlepszymi wyznacznikami naszego życia, przecież tylko my sami wiemy, co jest już grzechem, a co jeszcze normalną egzystencją.

W tej części nie będę już tak pobłażliwy, bo zabiorę się za właścicieli lokali, którzy bezwzględnie chcą zarabiać przez cały rok. A przecież mogliby na czas Wielkiego Postu chociaż ograniczyć działalność o to większe, głośniejsze imprezy, a wyposzczony tłum i tak na pewno zdążyłby nabić kasę po świętach. Ale nie, o jak ludzie są ślepi i krótkowzroczni, nie dostrzegają, ze organizując, czy też może reklamując jakieś mega taneczne wieczory popełniają tzw. grzechy cudze. Namawiając, zezwalając czy pobudzając do grzechu sami grzeszą oraz często wciągają w bagno grzechu młodych, często nawet nie świadomych.

Tak więc, króciutki morał na podsumowanie: każdy człowiek wybiera pomiędzy różnymi wartościami, dla niektórych, niestety, tą naczelną jest pieniądz.